Podróż marzeń Australia Nowa Zelandia

Wpisy

  • poniedziałek, 30 czerwca 2014
    • Brad Pitt - lubię go! Tłumaczenie poniżej...

      Brad Pitt about his Lady:

      "My girl got sick. She was constantly nervous because of problems at work, personal life, her failures and children. She lost 30 pounds and weighted about 90 pounds. She got very skinny and was constantly crying. She was not a happy woman. She had suffered from continuing headaches, heart pain and jammed nerves in her back and ribs. She did not sleep well, falling asleep only in the mornings and got tired very quickly during the day. Our relationship was on the verge of a break up. Her beauty was leaving her somewhere, she had bags under her eyes, she was poking her head, and stopped taking care of herself. She refused to shoot the films and rejected any role. I lost hope and thought that we’ll get separated soon… But then I decided to act. After all I’ve got the MOST Beautiful Woman on earth. She is the idol of more than half of men and women on earth, and I was the one allowed to fall asleep next to her and to hug her. I began to shower her with flowers, kisses and compliments. I surprised and pleased her every minute. I gave her a lot of gifts and lived just for her. I spoke in public only about her. I incorporated all themes in her direction. I praised her in front of her own and our mutual friends. You won’t believe it, but she blossomed. She became better. She gained weight, was no longer nervous and loved me even more than ever. I had no clue that she CAN love that much.

      And then I realized one thing: the woman is the reflection of her man.

      If you love her to the point of madness, she will become it."

      -Brad Pitt

      Brad Pitt o swojej Ukochanej:

      "Moja dziewczyna zachorowała. Była ciągle zdenerwowana z powodu problemów w pracy, w życiu osobistym, swoich niepowodzeń i dzieci. Straciła 30 funtów i ważyła około 90 funtów. Była bardzo chuda i ciągle płakała. Nie była szczęśliwą kobietą, cierpiała na bóle głowy, ból serca, nerwoból w plecach i żebrach. Nie spała, zasypiała tylko w godzinach porannych i szybko czułą się zmęczona w ciągu dnia. Nasz związek był na skraju zerwania. Uroda ją opuściła, miała worki pod oczami, ruszała nerwowo głową i przestałą o siebie dbać. Odmawiała kręcenia filmów i odrzucała role. Straciłem nadzieję i myślałem, że się wkrótce rozstaniemy ... Ale postanowiłem działać. Przecież miałem najpiękniejszą kobietą na ziemi. Jest idolką ponad połowa mężczyzn i kobiet na ziemi, a ja byłem jedynym, któremu wolno ją przytulać i zasypiać obok niej. Zacząłem obsypać kwiatami, pocałunkami i komplementami.  Bez przerwy zaskakiwałem ją i robiłem niespodzianki. Dałem jej mnóstwo prezentów i żyłem tylko dla niej. Rozmawiałem publicznie tylko o niej. I chwaliłem ją przed nią i przed naszymi wspólnymi znajomymi. Nie uwierzycie w to..., ale ona rozkwitła. Stała się lepsza. Zyskała na wadze, nie była zdenerwowana i kochała mnie jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie miałem pojęcia, że można kochać tak bardzo.

      I wtedy uświadomiłem sobie jedną rzecz: kobieta jest odbiciem swojego mężczyzny.

      Jeśli kochasz ją do szaleństwa, ona to otrzyma. "

      -Brad Pitt

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 czerwca 2014 12:38
    • Pozdrawiam nie tylko wszystkich Piotrów i Pawłów :)

      Chodząc wczoraj po plaży i zbierając muszle, myślałam o pięknej mszy na jakiej byłam przed południem, a która była poświęcona św. Piotrowi i św. Pawłowi.

      Przy okazji: Najlepsze życzenia zdrowia i spełniania tych mniejszych a szczególnie tych większych marzeń dla wszystkich Pawłów i Piotrów – a znam ich kilku! Ot chociażby trzech Pawłów i dwóch Piotrów z mojej klasy z liceum. Żałuję troszkę, że nie byłam w ostatnią sobotę, na naszym spotkaniu klasowym - okrągłym leciu, ale już się cieszę, że w przyszłym roku Was zobaczę! Oczywiście wszystkich a nie tylko P/P . Pozdrawiam także Pawła z Krakowa i Pawła z Warszawy.

      Po raz kolejny na mszy niedzielnej pomyślałam sobie, że pomimo że Australia nie jest katolickim krajem (żadna religia nie dominuje nad inną i każdy wierzy w to co chce i nikt mu się nie wtrąca.. a w zasadzie jest to laicki kraj) i na msze katolickie chodzi niewiele osób w porównaniu z Polską, to msze tutaj są zawsze naprawdę budujące, nasycone pozytywnymi stwierdzeniami, pełne kapłańskiej życzliwości. Nie ma na mszy oczywiście nic z polityki, jest tylko to co powinno być czyli nawiązanie do życia wiernych, jak się ma ewangelia do życia na co dzień; jak ją wprowadzać w życie, aby budować siebie i rodzinę. Np. a propos tego, iż św. Piotr jest skałą/opoką kościoła ksiądz prosił wiernych, aby zastanowili się, dla kogo oni są opoką. Czy można na nich liczyć w domu, w pracy, wśród sąsiadów. Czy są opoką dla dzieci? Ludzi starszych? Mówił, jak ważni są dziadkowie... szczególnie dla wnuków. W trakcie mszy śpiewał chór i grał zespół muzyków. Pieśni (jak zawsze) były przepiękne, wzruszające, inne troszkę w treści niż w Polsce... zdecydowanie bardziej radosne. Bardzo pięknie było zobaczyć, jak główna śpiewaczka, która tak jak większość pozostałych osób z chóru/zespołu muzycznego przyszła z dzieckiem, idzie zaśpiewać psalm, prowadząc dwulatka za rączkę, a potem malec grzecznie czeka, aż mama skończy śpiewać i wracają na miejsce do chóru. Prawie wszyscy dorośli chodzą tu do komunii, która składa się z chleba i wina. Obcokrajowcy, tacy jak ja nie mają większych problemów z nadążeniem za tokiem mszy, co najwyżej z dokładnym zrozumieniem kazania, gdyż prawie wszystko jest wyświetlane na ekranie (na mszy o 10.30) a także zamieszczone na "ściądze" - usztywnionej dużej kartce papieru, która leży na każdej ławce i jest skrótem mszy. Raz w tygodniu w tej dzielnicy są msze po włosku, raz w tygodniu po chińsku :)

      Ksiądz każdego żegna podając rękę i życzy dobrego tygodnia.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 czerwca 2014 06:46
  • sobota, 28 czerwca 2014
    • po długim namyśle... przedstawiam Wam kilka moich wierszy...

      Jaka jest moja droga?

      długa i często nieznana

      piękna i niewypowiedziana

      pełna pytań czasami bez odpowiedzi

      rodzących cierpienie, bez konieczności spowiedzi

      jaka będzie kiedy ten rok minie

      czy będzie prawie „jak w kinie”

      -------------------------------------------

      lubię patrzeć na stepowanie

      radości wystukiwanie

      -------------------------------------------

      nie cierpię ględzenia zbędnego

      pierdzenia pseudo głębokiego

      stawiania siebie na piedestale

      tymczasem .... stań sobie na skale

      -------------------------------------------

      W czym jesteś mistrzem świata?

      Ja w śmiechu, to "cała" Agata :)

      -------------------------------------------

      krzyczy, wścieka się, przeklina

      uwięziona dusza kontroluje

      bez tego oddychać nie może

      dopomóż jej wielki, wielki Boże...

      -------------------------------------------

      Ile było dróg do przebycia

      myślałam... nie starczy życia

      Ile miłości niespełnienia

      czułam... świat to zmienia

      Ile rozpaczy wieczorem i rano

      w koleiny... wpadałam tak samo

      Ile deszczu, słońca i zimy

      By stwierdzić....wciąż stoimy

      Ile nerwów, złości, agresji

      Ale hola …. dosyć już presji

      ----------------------------------------------

      "Na dobranoc"

      Niech Ci się przyśni najpiękniejszy sen

      O Tobie i twoich bliskich

      Taki na który czekasz

      Do którego tęsknisz

      I niech będzie kolorowy

      Kolorami twej duszy...

      Czy jest ona niebiesko-zielona?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      sobota, 28 czerwca 2014 08:33
    • Charaktery

      Często zastanawiam się, dlaczego jesteśmy jacy jesteśmy. Jedni wrażliwi i impulsywni, inni cisi i wycofani, jedni mocno dominujący i apodyktyczni a niektórzy ulegli i zależni od tych dyrygujących. Tylko w niektórych ludziach jest równowaga i nie ma nadmiaru lub braku, nie ma tak ostrej przewagi niektórych cech, które ktoś w zależności od punktu widzenia, patrzenia na drugiego człowieka uznałby za negatywne. Przeczytałam kiedyś w „Diamentowym ostrzu” i zapamiętałam na całe życie, że często coś co wydaje nam się negatywne, dla kogoś innego albo w tej samej chwili lub w innych okolicznościach może być pozytywne! Ot trywialny przykład pada śnieg, napadało ponad metr – górale się cieszą, narciarze się cieszą, ale... drogowcy już nie, kierowcy na śliskich trasach również, dozorcy sprzątający chodniki jeszcze mniej a przechodzień, który właśnie wylądował na przysłowiowej pupie i niestety sobie coś złamał... Jak to się ma do charakterów: jedni zwolnienie z pracy potraktują to jako osobistą katastrofę, inni jako możliwość pójścia nową drogą. Wydaje mi się, że dużą rolę w tym jacy jesteśmy odgrywają wzorce rodzinne, czasami widzimy w dzieciach kopie rodziców (rodzica) lub niektóre cechy w sposób szczególny się powtarzają. Szczególnie uwidacznia się to na starość... czasami są to drobiazgi jak mimika, podobne nawyki... czasami jednak są to upierdliwe cechy charakteru.. Czasami dzieci wkurzają się na rodziców i nie chcą być i żyć tak jak oni, wówczas mogą stać się ich przeciwieństwem.

      Ja zawsze będę chwalić różnorodność... dobrze, że jest tak wiele osobowości , tak wiele charakterów.. dzięki temu możemy uczyć się wzajemnie od siebie... Ci nadmiernie pilnujący porządku i dyscypliny FANTAZJI i lekkości... Ci chaotyczni i roztrzepani SAMODYSCYPLINY I PORZĄDKU. Jak jesteśmy mądrymi UCZNIAMI ŻYCIA jesteśmy w stanie to co mamy w nadmiarze oddać bez bólu a to czego nam brakuje rozwinąć i w ten sposób dojść do równowagi. Niektórzy oczywiście są bardzo oporni w nauce.. więc zostawmy ich, nie musimy w końcu ich wybierać na przyjaciół i znajomych.. Jeśli nam się trafi właśnie taki pracodawca NIEUK W SZKOLE ŻYCIA po prostu zostańmy przy nim tyle ile wymaga sytuacja, nauczymy się czegoś np. cierpliwości, wzmocnimy ducha.. A w międzyczasie poszukajmy sobie innego zajęcia. Jak się jest młodym to wzmacnianie ducha nieco inaczej wygląda, ale wraz z latami "idzie" coraz lepiej :). A najlepiej jest sobie czasami po prostu odpuścić.. Jeśli masz do czynienia z kimś, komu brakuje pokory (wszechwiedzący, arogancki) to puszczaj mimo uszu impertynencje, nieprzyjazne słowa, komentarze i rośnij w siłę... przez stoicki spokój. Wystrzegaj się negatywnych myśli o tej osobie, one także osłabiają, chyba, że jest szansa, że jak wypowiesz je na głos (co w niej widzisz negatywnego) to ona się zmieni.. tak to rzadki przypadek, ale istnieją takowe... jak wejdziesz w dyskusję z osobą DESTRUKCYJNĄ osłabiasz się, bo walczysz o energię... o swoje zdanie... więc tam gdzie to naprawdę ważne, np. pomówienia warto bronić swoich racji (obrona raczej, nie walka na noże). Oczywista zdarzają nam się trudniejsze dni, gorzej się czujemy, bo np. nie wyspaliśmy się lub jesteśmy przepracowani i wówczas trudniej jest nam tolerować "brednie" bliźniego, ale może policzmy wtedy do dziesięciu, zamiast działać przeciwko sobie... czasami uspokoi nas zjedzenie czekolady lub ulubionego makaronu... nigdy nie nadmiar alkoholu czy piąta kawa... te nas raczej pobudzą do niepotrzebnej walki. Szanujmy siebie i swoją energię i nie dajmy się wciągać w walkę o energię... walka o byt jakiś czas temu się skończyła... :)

      Napisałam Wam to na bazie własnych doświadczeń, obserwacji innych, w tym tych, których podziwiam...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      sobota, 28 czerwca 2014 07:47
  • niedziela, 22 czerwca 2014
    • Wałęsa Człowiek z nadziei

      W Sydney trwa Festiwal Filmów Polskich... Wczoraj oglądnęłyśmy słynny film Wajdy. Bardzo mi się podobał. Rewelacyjna rola Więckiewicza, świetna muzyka, wartka akcja... uważam, że każdy Polak powinien go obejrzeć! Po filmie widownia australijsko-polska biła brawo! A przed filmem, który rozpoczynał festiwal były pyszne przekąski i alkohol bez ograniczeń... z alkoholu "prawie" nie skorzystałam, bo jestem bardzo ekonomiczna i drugim kieliszkiem wina, szampana, czy butelką piwa jestem w stanie się upić! Bilety w związku z tą przekąską były aż za 35 dolarów, normalnie są 15-20 dolarów. Ale warto było! Wyszłyśmy wszystkie trzy (Krys, Darka i ja) bardzo ukontentowane i pod wielkim wrażeniem!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 czerwca 2014 01:57

Tagi

Kanał informacyjny