Podróż marzeń Australia Nowa Zelandia

Wpisy

  • środa, 31 grudnia 2014
  • wtorek, 30 grudnia 2014
    • Powoli żegnam się z Australią... może kiedyś tu wrócę?...

      Żegnam się z pociągiem :)... tak z pociągiem, zawsze czystym i pełnym sympatycznych ludzi... chociaż czasami mocno zajętych patrzeniem w swoje telefony... ipody..

      na mojej trasie jeździły takie ... ponoć w Zachodnim i Południowym Sydney jeżdżą gorsze... widziałam je.... klasa niżej...

      moj pociag

       

      jak tu przyjedziecie nie zapomnijcie zaopatrzyć się w kartę Opal!

      opal karta

      żegnam się z widokami z zza okiem pociągu.. często ciekawymi... z mnóstwem zieleni w tym kwiatów za szybą...

      z zza szyby

      kwiaty

      żegnam się z "moimi" kwiatami w ogrodzie..

      kwiaty w ogrodzie

      ... ze zwierzętami Australii. Wczoraj na spacerze po Harbour National Park spotkałam siedem waranów wodnych! Ale mi zrobiły niespodziankę!

      goana

      żegnam się z cudownymi drzewami Australii - poniżej zobaczcie jakie niesamowite rosną w Harbour National Park w Sydney - byłam tam wczoraj... dopłynęłam stateczkiem miejskim da Taronga Zoo i ruszyłam w piękną trasę woków cypli...

      obeszłam oba cypelkidrzewa angophra

      widok na zatoke z Harbour National Park

      nie zapomnę, że Australijczycy bardzo kultywują pamięć o pierwszej i drugiej wojnie światowej...

      memory

      upamietnienie zatopionego statku

      ale również będę pamiętała tragiczne losy rdzennych mieszkańców tej ziemi...

      aborygeni

      żegnam się z plażami tymi kamienistymi i tymi piaszczystymi. Poniżej plaża Avalon na której się dzisiaj (30go grudnia 2014) kąpałam w morskim basenie i skakałam wśród fal....

      plaza Avalon czesc kamienista

      tryskajaca woda pacyfiku

      A jak mi będzie smutno... popatrzę na zdjęcia :) i powspominam :)

      Agata na plazy w Pittwater Park

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 grudnia 2014 22:38
  • poniedziałek, 29 grudnia 2014
    • Terra nullius książka napisana przez Sven Lindqvist..

      Tym, którzy znają angielski i są zainteresowani zrozumieniem tragicznych losów Aborygenów polecam szokująca książkę "Terra Nullius - A journey through No One's Land" napisaną przez Szweda Sven Lindqvist (wydaną w 2007), który przejechał 7000 mil przez Australię w latach osiemdziesiątych... Oto jej fragment, który dla Was przetłumaczyłam:

      Większość Aborygenów w Tennant Creek nie pije alkoholu. Ale ci, którzy to robią, piją w nadmiarze, więc całe przedmieścia są spustoszone przez nadużywanie alkoholu. Dzieci dorastają bez rodziców i są uzależnione od alkoholu jeszcze przed rozpoczęciem szkoły.

      Jak to się stało?

      Tennant Creek kiedyś nazywano Junkurrarkur i było świętym miejscem, gdzie przecinały się ścieżki linii pieśni i szlaki ludzi Warumungu. W 1872 biali zbudowali stację telegraficzną i przejęli ziemię pod hodowlę owiec. Na pozostałym skrawku ziemi założono w 1892 roku rezerwat Aborygenów. W 1932 roku, czarny chłopiec o imieniu Frank Jupurrula znalazł samorodek złota dziesięć kilometrów na południe od stacji telegrafu. Trzy lata później, rój białej szarańczy poszukiwaczy złota spowodował, że wodopoje wyschły, zniszczone zostały zarówno tereny łowieckie jak i pastwiska(...) Alkohol płynął strumieniami a prostytucja stała się głównym przemysłem. W 1934 antropolog William Stanner odkrył, że prawa górnicze zostały przyznane nielegalnie wewnątrz rezerwatu w około pięćdziesięciu przypadkach i że stacja telegraficzna wypasała nielegalnie pięćset krów na aborygeńskiej ziemi, wykorzystując ich wodopoje. W następnym roku prawa rezerwatu po prostu unieważniono, a ludzie Warumungu zmuszeni zostali do przeniesienia się o czterdzieści kilometrów na północ Manga Manda, na teren znany ze skorpionów, jadowitych pająków i i wiecznego niedoboru wody. Dwadzieścia lat po tym, Warumungu przeniesiono ponownie tym razem do Ali Curung, z dala od ich tradycyjnych ziem. Powodem tych powtarzających się przesiedleń było potrzeba eksmisji Aborygenów z terenów, które stawały się cenne. Uważano, że ludzie pustyni, podobnie jak nomadowie, są przyzwyczajeni do przemieszczania się. W rzeczywistości te ruchy przesiedleńcze i zakwaterowanie w obozach zniszczyły oryginalny styl życia Aborygenów. Wielu pozostał tylko alkohol (…). Jeszcze gorsze czasy nastały w Tennant Creek, gdy zamknięto rzeźnie i spadło wydobycie. Ludność zmniejszyła się z 9000 do 3500. Puby i sklepy monopolowe straciły znaczną część swoich klientów. Aby utrzymać się na rynku, puby rozpoczęły oferowanie kredytu. Pierwsze napoje były darmowe, ale właściciele pubu pobierali wyższe należności, gdy klient był pijany. W 1990 Aborygeni rozpoczęli kampanię przeciwko pubom. „Biali nie strzelają już do nas, ale trują nas alkoholem. Oni zawsze chcieli się nas pozbyć . Alkohol jest tylko ich najnowszą sztuczką aby sięgnąć po nullius terra (ziemię niczyją).” Nieuregulowanie sprzedaży alkoholu w Tennant Creek, według Rady Julalikari było usankcjonowanym aktem ludobójstwa Aborygenów.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 grudnia 2014 23:37
  • piątek, 26 grudnia 2014
    • www.bellart.com.au/botanica/rose-mallee

      Wielbicielom kwiatów polecam stronę http://www.bellart.com.au

      Meryl Bell malowała od 1974 roku florę Australii - tą tutejszą, pochodzącą z tej ziemi....

      Rośliny tego lądu są fascynujące.... wszystkie stany Australii maja swój kwiat w emblemacie

      W Nowej Południowej Walii jest tym kwiatem Waratah - Telopea... brak nazwy polskiej..

      A cala Australię reprezentuje Golden Wattle czyli wiklina... więcej na podanej stronie...

      Co do naszego emblematu kwiatowego czyli Polski to jestem w kropce, bo niektórzy twierdzą, że to mak, a inni, że to bratek... od braterstwa...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      piątek, 26 grudnia 2014 23:36
    • Bożonarodzeniowe Słowo ojca Dawida Fr. David

      Wczoraj w telewizji w Australii można było wysłuchać pięknych i wzruszających słów wygłoszonych z okazji Bożego Narodzenia przez brytyjską Królową Elżbietę. Później pokazano piękne przedstawienie świąteczne, które odbyło się na jej cześć pełne wspaniałych piosenkarzy, wspaniałych gimnastyków i okraszone angielskim dowcipem. Australia mocno jest związana z brytyjską koroną... ja jednak chciałabym Wam przedstawić fragment słowa ojca Dawida z parafii w Wahroonga z kościoła Holy Name, w którego mszach uczestniczyłam przez ostatnie kilka miesięcy.

      Irlandzki pisarz John O'Donohue zwraca uwagę, że słowo "błogosławieństwo", pochodzi od staroangielskiego słowa oznaczającego uświęcać lub poświęcić krwią. Innymi słowy, w swoim pierwotnym znaczeniu błogosławieństwo było związane z siłą życia. Błogosławieństwo jest zatem czymś innym niż powitanie czy przytulenie, pozdrowienie czy afirmacja, jest czymś, co głęboko zwraca się w pełni do całej osoby. Jak słusznie zauważa O'Donohue, "ludzkie serce nadal marzy o staniu się całością, o miejscu, gdzie wszystko jest jednym, w których straty są dobre, w którym ślepota zmienia się w widzenie (...) w którym trudne pytanie otwiera się na odpowiedź - niespodziankę. Gdzie po przeżyciach podróży przez życie będziemy cieszyć się z powrotu do domu” Kiedy błogosławimy komuś czynimy to sobie nawzajem. Gdy jakaś osoba bierze w pełni serca pod opiekę inną osobę ma to moc błogosławieństwa. "Błogosławimy sobą cały czas, być może nie zdając sobie z tego w pełni sprawy. Błogosławimy jadącemu pociągiem, kiedy okazujemy współczucie lub życzliwość. I tak jak zaznacza O'Donohue," jest przywilejem, mieć koło siebie ludzi, którzy każdego dnia błogosławią nas swoją miłością i modlitwą". Moi przyjaciele , czuję się uprzywilejowany należąc do społeczności, która jest błogosławiona i która błogosławi. W czas Bożego Narodzenia podziękujmy za błogosławieństwa, które każdy z nas ma dla innych. Nasza przyjaźń jest jednym z naszych największych błogosławieństw w życiu. Yeats powiedział kiedyś, że przyjaźń to jedyny dom jaki mamy do zaoferowania. Bez błogosławieństwa przyjaźni nigdy nie stalibyśmy się tymi, którymi jesteśmy ... Nasi przyjaciele są lustrami, w których rozpoznajemy samych siebie i dość często to hojność ich ducha, pozwala nam wzrastać i rozwijać się. Podziękujmy też za błogosławieństwo zdrowia: zdolność widzenia, zdolność słyszenia, rozumienia i świętowania życia. Następne prezenty, które odnajdziemy w naszym życiu, to umiejętności, które śpią ukryte w naszych sercach, a których nigdy nie oczekiwaliśmy. Kryją się w naszych skromnych dokonaniach i odkryciach. Wszystko to zostało nam dane. Nie musieliśmy na nie zasłużyć lub ich zdobywać. Im więcej rozpoznamy naszych odnalezionych błogosławieństw, tym bardziej rozrosną się wokół nas.

      Dziękuję więc moim przyjaciołom i bliskim za ich błogosławieństwa i ja Wam błogosławię... i niech błogosławieństwa rozrastają się w waszym życiu....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      piątek, 26 grudnia 2014 06:22

Tagi

Kanał informacyjny