Podróż marzeń Australia Nowa Zelandia

Wpisy

  • niedziela, 27 listopada 2016
    • Agonia Wielkiej Rafy Koralowej?

      Aquarium__12

      Wielka Rafa Koralowa umiera. Konieczne są pilne skuteczne działania! Koralowce nie zniosą dłużej ani złej jakości wody ani podnoszącej się dla nas powoli, a dla rafy zbyt szybko temperatury. Jak oceniają biolodzy w ostatnich latach koralowce umierają nadal w szybkim tempie. I uwaga! Jedni naukowcy twierdzą, że zniszczenia to jedynie kilka a inni że aż 19%. I kto tu mówi prawdę?

      Aby uratować Wielką Rafę Koralową należałoby skoordynować działania społeczne, rządowe i zapomnieć o interesach wielkiego przemysłu czy rolnictwa (utopia!?). Problem poważny, gdyż naukowcy zaobserwowali, że zbyt wysoka temperatura wody zeszłego lata przyspieszyła znacznie śmierć tych niezwykłych organizmów.

      Podniesiona temperatura oceanów to problem globalny nie lokalny, problem związany ze zmianami klimatycznymi. Tam gdzie temperatura wody jest wyższa czyli na północ od Port Douglas zniszczenia postępują jak stwierdzono bez żadnych wątpliwosci znacznie szybciej niż na południu rafy.

      Czy Australia w końcu zacznie "naprawdę" przejmować się tym tematem na szczeblu rządowym a nie tylko snuć rozważania za i przeciw i spierać się o w jakim stopniu zjawisko występuje i dlaczego? Czy weźmie na poważnie „że, to światowe dziedzictwo przyrody wpisane na listę UNESCO jest w niebezpieczeństwie”. Przecież niektórzy naukowcy typu Dr Wachenfeld wypowiadają się, że rafa jest jednym z najlepiej chronionych ekosystemów na świecie i jest daleka od obumarcia.... Inni mówią, że jeśli temperatura wód oceanów nadal będzie rosnąć to rafa szybko straci na swojej biologicznej różnorodności.

      Zła jakość wody wynika ze spływających wciąż do oceanu nawozów sztucznych, choć ponoć w zdecydowanie mniejszych ilościach niż przed kilku laty... Azot jednak nadal króluje, a spływając do wody jest przysmakiem dla rozgwiazd, które pożerają rafę!

      Ostatnio (G20) AU zobowiązała się do zredukowania emisji dwutlenku węgla o 26-28 % do 2030 roku. Czy to oznacza, że przez następnych dobrych kilka lat przemysł i rolnictwo nadal będą zanieczyszczać środowisko?

      A przecież co jak co, ale słońca Australijczycy mają pod dostatkiem! Mogliby z pewnością w większości kraju nastawić się na czerpanie energii z baterii słonecznych. Ale lobby węglowe jest bardzo silne i daje pracę wielu Australijczykom! Pracując w kopalni mniej wykształceni ludzie mają szansę na szybkie „dorobienie się”!

      Nadal po latach spustoszeń dokonanych na ziemi przez działalność człowieka, ludzkości trudno „myśleć globalnie i działać lokalnie”. Nadal najważniejsza jest kasa, a nie zachowanie piękna i różnorodności świata dla przyszłych pokoleń.

      Pod wpływem jednego z ostatnio przeczytanych na Interii artykułów, napiszę tak: jeśli "ktoś tam z kosmosu" (obcy = kosmici) nas obserwuje, to jeśli nas ocenia jako „całość ludzkości” zapewne uważa nas za bezmyślnych głupców, z którymi nie warto się kontaktować...

      Polecam takze dziewiąty rozdział mojej ksiażki o "Podroz marzen. Brunetka w Australii", ktorą od niedawna udostępniam gratis w języku angielskim https://brunetteinaustralia.wordpress.com/2016/11/23/317/

      Banggai_Cardinal_fish_Aquarium_Sydney

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Agonia Wielkiej Rafy Koralowej?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 listopada 2016 04:07
  • piątek, 25 listopada 2016
    • Barangaroo cz. 2 kiedyś już pisałam o tej dzielnicy "portowej"

      Australijczycy są na pewno ogromnie dumni z nowej 22 hektarowej dzielnicy Barangaroo. Z nieciekawego portu przekształciła się ona w miejsce pełne nowoczesnych budynków mieszczących firmy, gastronomię i mieszkania oraz spory park. Co jakiś czas tam zaglądam, aby zobaczyć co nowego, chociaż zapewne nie będę tego śledzić do końca czyli do roku 2024, gdyż nie przypuszczam abym mieszkała na stałe w Australii. Plany dotyczące tego miejsca są imponujące. Docelowo ma tu żyć i pracować 23.000 osób. Pokazywałam Wam już wcześniej kilka zdjęć z tej dzielnicy w trakcie jej budowy i z gotowego wcześniej parku. Dopiero kilka dni temu miałam okazję zobaczyć wnętrza dwóch ogromnych, już udostępnionych wieżowców. Jestem pod wrażeniem... chociaż mieszkać to ja bym tu nie chciała... moloch...

      Ambicją Australijczyków a na pewno administracji Sydney jest, aby dzielnica ta zasłynęła w świecie i stała się czołowym ośrodkiem dla światowej klasy biur handlowych i finansowych, co ma zapewnić miastu miejsce w czołówce głównych ośrodków gospodarczych w regionie Azji i Pacyfiku. Oczywiście będzie również miejscem wypoczynku i imprez jako że budują się tutaj lokale rozrywkowe i rekreacyjne. Można tu pospacerować po licznych ścieżkach wśród nasadzonej stosunkowo niedawno roślinności lub pojeździć na rowerze, oczywiście wyłącznie po ścieżkach rowerowych.
       
      Następnym razem wybiorę się do Cutaway, ogromnej przestrzeni kulturalnej zbudowanej pod parkiem. Mieści się tu wprawdzie parking na 300 samochodów, ja jednak zdecydowanie preferuję dojazd pociągiem i podejście spacerkiem kilka kroków. Najbliższe stacje to Wynyard (i Kent Street) lub Circular Quay (i Argyle Street). Można także wygodnie przypłynąć promem. Najbliższe nabrzeża promowe to King St Wharf, Darling Harbour i Circular Quay.
      DSC05324
      DSC05306
      DSC05315
       
      DSC05323
       
       
       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      piątek, 25 listopada 2016 04:30
  • sobota, 19 listopada 2016
    • MIasto Sydney się zmienia... czy na korzyść?

      Rynek nieruchomości przeżywa w Sydney niesamowity boom. Prognozy przewidują, że w ciągu następnych 5 lat zbudowanych zostanie o 85% nieruchomości więcej niż w latach 2011 - 2016. Powstanie 184300 nowych mieszkań! W latach 2011 – 2016 przybyło ich 100650. Największy rozwój będzie dotyczył dzielnicy Parramatta, która się rozrośnie i zmieni całkowicie swoje oblicze. Powstaną tu miejsca pracy ze względu na nowe sklepy i biura, jak również 21.450 nowych miejsc zamieszkania (a miało być pierwotnie 50.000!). Sporo nowych mieszkań mieszkańcy miasta znajdą również w dzielnicach Blacktown i Canterbury – Bankstown. Ludność Sydney w ciągu następnych dwóch dekad może powiększyć się nawet o 2,1 miliona ludzi, czyli będzie liczyła zapewne ponad 6.5 mln. (dane z artykułu: Sydney set to pack in 85.000 new homes z dzisiejszego The Sydney Morning Herald)

      Powiem szczerze nie za bardzo jestem tym zachwycona. I niniejszym coraz mniej przywiązana do myśli mieszkania tutaj dłużej.

      Jednak wszyscy imigranci, zamierzający się tu osiedlić na pewno ucieszą się z czystych, nowoczesnych możliwości zamieszkania. Pytanie, czy także z cen ich wynajmu lub zakupu... raczej wątpię.

      Stare domy w Sydney są często zaniedbane i bywa, że ciemne i wilgotne. Dlatego dobrze, że w ich miejscu buduje się całkowicie nowe budynki. Odbywa się to zwykle tak, że deweloper wyławia w przestrzeni miasta dwa obok siebie stojące stare domy i rozpoczyna negocjacje, podając właścicielom cenę jaką może natychmiast zapłacić za ich sprzedaż. Nie wszyscy jednak są gotowi opuścić swoje domy i np. przenieść się ze względu na wiek do wioski seniorów. Chociaż propozycje cenowe bywają dość wysokie. Jak się już uda deweloperowi zakupić stare domy natychmiast rozpoczyna się wyburzanie i budowanie nowych, wielorodzinnych budynków. Budowlańcy i wszelkie zawody związane z budową domów mają więc zapewnioną pracę w Sydney na okrągło.

      Jednak większość ludności przeżywa duży stres związany z mieszkaniem właśnie w tym mieście. Najmniejszym chyba stresem jest pogoda, która zmienia się tu na przestrzeni ostatnich lat na bardziej skrajną. Coraz zimniej jest zimą a bardziej gorąco latem.

      Badania nad stresem mieszkańców Sydney wykazują, że dotyczy on kilku problemów. Jak się domyślacie rośnie ten związany z zakupem własnej nieruchomości, gdyż są one coraz droższe. Brakuje tanich mieszkań.

      W dużym tempie pogarsza się stan zdrowia mieszkańców. Połowa mieszkańców ma nadwagę, coraz więcej osób prowadzi niezdrowy tryb życia. Rośnie więc zapotrzebowanie na usługi medyczne np. ze względu na zwiększenie ilości chorób chronicznych w tym cukrzycy i chorób serca. Coraz więcej jest także nadużyć alkoholu i narkotyków.

      Brakuje zróżnicowania w transporcie a w niektórych dzielnicach miasta nie ma żadnego transportu. Wielu mieszkańców skazana jest na samochody, których wciąż przybywa i miasto staje się coraz bardziej zakorkowane. Dobrych ścieżek rowerowych brak, a jazda po coraz bardziej zatłoczonych ulicach nie jest najlepszym pomysłem. Rowerzyści nie tylko bowiem wdychają spaliny, ale również spotykają się z agresją kierowców samochodów.

      Autor artykułu “8 acute shocks Sydney must guard against” (The Sydney Morning Herald 19-20 November) zwraca również uwagę na fakt, że zmniejsza się spójność społeczna, zmniejsza zaufanie między ludźmi. Trudności sprawia i bardzo stresuje mieszkańców niewystarczające zróżnicowanie zatrudnienia w mieście czy kompletny brak miejsc pracy w niektórych dzielnicach. Niektórzy bardzo daleko muszą dojeżdżać do pracy.

      Sytuacja miasta się zmienia i nie wiem, czy przy tak drastycznym napływie ludności będzie tu się w przyszłości dobrze żyło.

      Zdj. Bridge Street. Sydney

      DSC001881

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      sobota, 19 listopada 2016 05:39
  • wtorek, 15 listopada 2016
    • wykorzystywanie imigrantów w Australii

      Dla tych którzy nie znają angielskiego krótka notka po polsku tego co jest napisane w poniższych linkach...

      http://www.smh.com.au/interactive/2016/fruit-picking-investigation/

      oraz

      http://www.abc.net.au/news/2016-11-15/fruit-supplier-to-coles-woolworths-using-illegal-foreign-workers/8023570

      W Australii (jak się o zgrozo! okazuje) istnieje od wielu lat zjawisko wykorzystywania nielegalnych imigrantów przy zbieraniu owoców dla tak olbrzymich sieci handlowych jak:

      Coles, Woolworths i Costso

      Pracownikom głównie z Malezji, którzy nie są legalnie zarejestrowani na australijskich "farmach" wypłacane jest kilka dolarów za godzinę pracy, a przypominam Wam, ze najniższe stawki w Australii raczej nie powinny być niższe niż 15 dolarów za godzinę.
      Żyją w koszmarnych warunkach: zrujnowanych domach, szopach i przyczepach kempingowych i są kontrolowani przez przestępcze syndykaty, które ich zatrudniają.

      Pierwszy artykuł zachęca do kontaktu osób wykorzystywanych w ten sposób i podaje kontakty do zespołu dziennikarzy śledczych (anonimowość gwarantowana): nmckenzie@fairfaxmedia.com.au (Nick McKenzie) oraz rbaker@fairfaxmedia.com.au (Richard Baker).

      W drugim artykule jest mowa o śledztwie dziennikarskim.  Podstawiony dziennikarz pracował, jak tysiące innych zagranicznych pracowników w jednym z takich australijskich gospodarstw, gdzie wszyscy pracownicy są posiadaczami krótkoterminowych wiz turystycznych albo wiz studenckich.

      Dziennikarz jak się może domyślacie, nie miał on żadnych problemów ze znalezieniem pracy. Mieszkał w zaniedbanym domu, który był własnością Cutri Fruit wraz z innymi dwunastoma nielegalnymi pracownikami.

      Po przepracowaniu 23 godzin w ciągu kilku dni, Pan Hasam zapłacono $ 110, która została zredukowana do 40 $ gdyż odciągnięto mu czynsz $ 70 za wynajem.

      I co na to powiecie? Czy aby Australia jest takim wspaniałym krajem?

      Szerzą się tu takie same zjawiska jak na całym (? oby nie!) świecie... Niestety...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 listopada 2016 04:28
  • sobota, 12 listopada 2016
    • Żydzi w Sydney

      Nie wiem czy wiecie, że zgodnie z prawem żydowskim w szabat, nie wolno nosić niczego - niezależnie od wagi, wielkości i przeznaczenia, ani przenosić z "prywatnego obszaru = domu” do "publicznego = wszystko co jest poza domem"( i odwrotnie) na odległość większa niż cztery łokcie (około 1,6 m)

      Już od czasów starożytnych było oczywistym, że w dniu szabatu, tak jak w inne dni, ludzie chcą się spotkać po synagodze z przyjaciółmi i potrzebują zabrać ze sobą jakieś rzeczy, w tym przede wszystkim ich dzieci np. w wózkach. Dawniej rozwiązywano problem budując wokół dzielnic żydowskich mur i w ramach tego terenu znajdowały się żydowskie domy i synagogi. Dzisiaj ze względu na przestrzenie publiczne, chodniki, ulice taki mur jest przedsięwzięciem nierealnym. Dygresja: Mury w gettach żydowskich to także dostosowanie się do tego prawa.

      Dlatego wymyślono ERUW, teren po którym w szabat bez problemu mogą poruszać się ortodoksyjnie wyznawcy. Teren ten powinien być otoczony murem, ale uwaga mur może mieć liczne otwory drzwiowe i otwarte przestrzenie. W zasadzie nie musi być ścian, mogą to być np. słupy telefoniczne.

      Nie wiem czy wiecie, że w Sydney najwięcej Żydów zamieszkuje dzielnice: Bondi Junction oraz St.Ives.

      W Bondi Junction jest już eruw http://www.sydneyeruv.org.au/eruv.htm . Jego „mury” stanowią: naturalne klify, istniejące słupy np.telegraficzne, pole golfowe, ogrodzenie terenu parku i ogrodzenia wokół plaż Bondi i Tamarama.

      Właśnie w ostatni wtorek przegłosowano i zatwierdzono następny eruw w Sydney w dzielnicy St. Ives. Pomimo protestów niektórych mieszkańców i skojarzeń typu „budują sobie taki sam mur jak chce zbudować Donald Trump na granicy z Meksykiem”. To co nie udało się zrobić w 2014 roku zostało pomyślnie załatwione dla społeczności ortodoksyjnych Żydów w listopadzie 2016.

      Są, były i będą protesty w Australii w takich tematach. To wprawdzie aktualnie laicki kraj, jednak swą ostatnią 300 letnią historię wywodzi z chrześcijaństwa. I to także dlatego Australia nie chce słyszeć o żadnych uchodźcach muzułmańskich.

      Na koniec opowiem Wam krótką historyjkę. W 1956 roku mój gospodarz mieszkał w Melbourne, w dzielnicy, którą zamieszkiwali także ortodoksyjni Żydzi. Była sobota – szabas. I właśnie w ten dzień rozładowała mu się bateria w samochodzie i nie mógł ruszyć z miejsca. Mijała go grupa ortodoksyjnych Żydów, których poprosił o popchnięcie samochodu (musiał w tym dniu pracować). A oni odmówili, bo nie wolno im w tym dniu wykonywać żadnej pracy... Myślę, że i dzisiaj jako ponad 90letni staruszek nie doczekałby się żadnej pomocy. I wiecie, od tamtego zdarzenia nie ma on szacunku do religii żydowskiej.

      I to takie drobne wydarzenia często wpływają na to co myślimy o danym narodzie, nacji, grupie religijnej.

      Czy mamy rację właśnie tak oceniając ludzi? W ogóle oceniając ludzi, szczególnie skrajnie różnych od nas... czy chodzimy w ich butach? czy wiemy czy są wygodne, zadbane, na każdą okazję?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      sobota, 12 listopada 2016 03:29

Tagi

Kanał informacyjny