Podróż marzeń Australia Nowa Zelandia

Wpisy

  • środa, 25 lutego 2015
    • W. E. H. Stanner „Dreaming i inne eseje” czyli o aborgeńskich wierzeniach i filozofii

      "(...) Jeśli przeanalizować setki opowieści o „The Dreaming”, widać w nich trzy kwestie. Pierwsza dotyczy wielkich cudów np. opowieści o tym, jak ogień i woda zostały skradzione w świecie i ponownie odzyskane; opowieści o wielkim błędzie, jaki popełnili ludzie uprawiając czary i że teraz przez nie umierają; opowieści mówią jak powstały wzgórza, rzeki i oczka wodne; jak słońce, księżyc i gwiazdy zostały ustawione na swoich kursach itp. (…). Drugą kwestią są opowieści o tym, jak pewne rzeczy stały się po raz pierwszy, np. jak powstały zwierzęta i ludzie (...); jak kangur o czarnym nosie dostał ten czarny nos, a jeżozwierz kolce; jak zostały utworzone podziały społeczne plemion, klanów i grup językowych; jak dziecięcy duch został po raz pierwszy wprowadzony do oczek wodnych, wiatru i liści i drzew. Trzecia kwestia, o ile się nie mylę, pozwala przypuszczać, że wiele z głównych instytucji współczesnego życia istniało już wśród rządzących Czasem Snu (Dreamtime) np. małżeństwo, egzogamia, wymiana sióstr, inicjacje, a także wiele znanych „naruszeń” obyczajów. Ludzie z czasu „The Dreaming” popełniali cudzołóstwa, zdradzali i zabijali, byli chciwi, kradli i robili krzywdy, popełniane przez obecnie żyjących. (…)

      Można dojść do trzech wniosków.

      Opowieści są swego rodzaju komentarzem lub oświadczeniem, o tym, co jest uważane za trwałe i uświęcone u samych podstaw świata i życia. Są one sposobem wyrażenia zasady, która ożywia rzeczy. Nazwałbym je poetyckim kluczem do rzeczywistości. Aborygeni nie zadawali sobie filozoficznych pytań typu: Co jest "prawdziwe - rzeczywiste"? Ile istnieje"rodzajów rzeczywistości"? Jakie są "właściwości rzeczywistości"? Jak te właściwości są połączone? Jest to rodzaj intelektualnego dyskursu świata Zachodu, który jest owocem pewnej historii społecznej. Opowieści aborygeńskie są jednak rodzajem odpowiedzi na takie pytania, o ile zostały one w ogóle zadane. Nie mogą być definicją, ale są kluczem do rzeczywistości i wielości rzeczy utworzonych raz na zawsze, gdy wszechświat „The Dreaming” stał się wszechświatem człowieka. Aktywna filozofia życia Aborygenów przekształca ten klucz, co wyraża się w poezji i symbolice. W zasadzie, nie tylko „The Dreaming” określa czym jest życie, ale również, czym może ono być. Życie, że tak powiem, jest jedną z możliwości, a czym ono jest, wyraża się w "rozumieniu" The Dreaming”. (...) Europejczycy mają literaturę filozoficzną, który wyraża w dużej mierze dedukcyjne zrozumienie rzeczywistości, prawdy, dobra i piękna. Aborygeni mają mitologię, rytuały i sztukę, która wyraża intuicyjny, wizjonerski i poetycki sposób zrozumienia rzeczy ostatecznych. W następstwie „blackfellow” żyje zgodnie z filozofią „The Dreaming”. To jest implikat filozoficzny, a jednocześnie coś rzeczywistego. Podczas gdy my trzymamy się (i być może nią żyjemy) filozofii abstrakcyjnych twierdzeń, odkrytych przez kogoś stojącego profesjonalnie poza "życiem" i traktujemy je jako przedmiot kontemplacji i dochodzenia, „blackfellow” posiada swoją filozofię w mitologii, będącą produktem społecznym w nieokreślonej zamierzchłej przeszłości, która wpływa na życie, częściowo poprzez rytuał i sztukę, a częściowo przez obyczaje społeczne. (…)"

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      środa, 25 lutego 2015 19:28
    • W.E.H. Stanner odkrył Aborygenów na nowo...

      Oto co na temat australijskiego antropologa W. E. H. Stannera napisał Robert Manne we wstępie do książki Stannera „The Dreaming & Other Essays”.

      Słowa Stannera zmieniły Australię. (…) Stanner pokazał bogactwo i wyjątkowość kultury Aborygenów. Jego wykłady „Boyer Lectures” demaskują "kult zapomnienia praktykowany w skali narodowej" w sprawie losu Aborygenów, który określił jako "wielka australijska cisza". (…) Uważał, że wcześniejsi antropologowie patrzyli na Aborygenów jak na ludzi z epoki kamienia łupanego lub formowania się cywilizacji jeszcze w stadium poczwarki.” (…) Stanner uważał za chorobę charakteryzującą nowoczesność, okazywanie pogardy dla ludzi różniących się od nas, w tym Aborygenów, a także podział kultur na prymitywne i zaawansowane, na godne i niegodne (...) Jedną z głównych ambicji humanistycznej antropologii Stannera było zrozumienie występującej w Australii mentalności obojętności i pogardy przybywających brytyjskich osadników, zrozumienie ich uczuć w stosunku do ludności tubylczej i jak sam to ujął, "wywołanie publicznego zainteresowania losem Aborygenów”. Aby osiągnąć ten cel, nie wybrał drogi debat politycznych, które uznał za nieskuteczne, ale strategię informowania poprzez eseje i rozmowy publiczne, przez które miał nadzieję pomóc Australijczykom, którzy nie byli Aborygenami, z pewnym opóźnieniem zrozumieć kim są i kim byli Aborygeni, w celu uświadomienia głębi zarówno ich tragedii społecznej, jak i tragedię utraty kultury. Już w 1938 r. Stanner pisał o "bogactwie mitologii, wyobraźni, uczuć, którym pozwolono umrzeć wskutek zaniedbania, wskutek niezarejestrowania opowieści starszych ludzie, mieszkających w nędznych obozach na pograniczu wielu miasteczek" co miało miejsce od czasu przybycia Brytyjczyków (...). Gdy Brytyjczycy przybyli do Australii, byli na ogół nie tylko ślepi na duchowość Aborygenów, ale również na ich osiągnięcia społeczne. To było kolejną ambicją antropologii Stannera, aby uczynić jasnymi te osiągnięcia. (…) Stanner mówił o geniuszu i cudzie „aborygeńskiej udanej adaptacji do środowiska”.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      środa, 25 lutego 2015 06:02
  • niedziela, 22 lutego 2015
    • Niech się wypowie rdzenny mieszkaniec tej ziemi...

      Aborygen Banjo Clarke opowiedział historię swojej rodziny Camilli Chance, która napisała książkę „Wisdom Men Banjo Clarke as told to Camilla Chance”. Przedstawiam wam jej fragmenty, z których wyciągnijcie własne wnioski.

      Oto co opowiedziała mnie i wszystkim dzieciom moja mama. Kiedy skończyła opowieść późną nocą była bardzo zmęczona. Mama zawsze była bardzo dumna z bycia prawnuczką królowej Tasmanii Truganini. Ja zachowałem tę historię w tajemnicy przez całe życie i mówię o tym dopiero teraz”. „Opowiadałam wam, jak zaczęła się nasza współczesna historia. Na dalekich północnych wyspach, działy się różne rzeczy. Jeden z białych poławiaczy fok, także był waszym przodkiem. George Briggs - rudy, o orzechowych oczach jest bohaterem, a dla nas w szczególny sposób, bez względu na to, co wcześniej zrobił. Bóg jest bardzo dobry dla naszego ludu, bardzo, bardzo dobry dzięki niemu. Dzięki niemu zaczęliśmy bowiem naszą historię na australijskim kontynencie. Ale nasza współczesna historia rozpoczęła się od strasznej przemocy - George Briggs porwał młodą dziewczynę, naszą praprababcię Woretermoteyenner, córkę pełnej krwi naszego przodka wodza Lamanabungarrah plemienia północnej Tasmanii – Leterremairrener. Kiedy George Briggs powiedział wodzowi o córce, wódz odpowiedział, że wie dokładnie, co u niej słychać, gdyż wysyła mu codziennie sygnały dymne od czasu swojej samotności w chacie na Cape Barren. (...) Ich syn nazywał się John (...). W 1844 roku nasz dziadek John ożenił się z córką królowej Truganini – Louisą, naszą babcią Briggs, która została wcześniej porwana i wywieziona na wyspę Preservation Island, gdzie pracowała dla białych myśliwych fok (... ). Warto także wiedzieć, co się stało z matką babci Louisy – tasmańską królową Truganini, której rdzenna ziemia leżała na południu. I należy zawsze myśleć o niej, jako o naszej szanowanej przodkini. Prababcia i jej ludzie Truganini byli więźniami politycznymi na ich własnej ziemi - Bruny Island. Przesiedlani z jednej wyspy na drugą (Swan Island, Gun Carriage Island i Flinders Island), siedzieli na plażach, patrząc na ocean w kierunku ich świętej ojczystej ziemi. Kiedy już prawie wszyscy wyginęli, ci którzy przeżyli, zostali sprowadzeni na południową Tasmanię (do Oyster Cove, w pobliżu miasta Hobart). W Hobart biali ludzie myśleli, że wszyscy Aborygeni znaleźli się wreszcie pod ich kontrolą, trzymani razem na wietrznych, mroźnych wyspach bez drzew, gdzie umierali na gruźlicę, zapalenie płuc, z głodu i nędzy. Przypuszczam, że to było około 1830 r. (...). Ale nie wszyscy Aborygeni zostali wyłapani. Mieszkańcy miasta zapomnieli o tym, co może się dziać na dalekiej północy, gdzie rząd nie miał kontroli, wśród brutalnych białych mężczyzn. Dobrze, że nie wszyscy biali, którzy przyjeżdżali do domu na sześć miesięcy każdego roku do złapanych, więzionych kobiet, byli bez serca. A kobiety mieli po cenach dumpingowych, zarówno na tej wyspie jak i w dzikiej Cieśninie Bassa. Takiego bezprawia dopuszczali się piraci, myśliwi fok i wielorybnicy. (...). Jest to historia babci Louisy, która została przekazana mnie i którą teraz przekazuję wam, moje dzieci. Musicie o niej pamiętać całe życie, choć nigdy być może nie będziecie mieć szansy jej nikomu opowiedzieć. W owym czasie nastąpiła straszliwa masakra ludzi babci Louisy. Część z kobiet i dzieci została zapędzona przez białych myśliwych fok na skraj urwiska. Krzyczeli, "Skaczcie lub was rozstrzelamy!" Wiele łodzi zostało zakotwiczonych w wodach pod urwiskiem - to było zaplanowane widowisko. Och, marynarze mieli wielki dzień, wielki piknik. Słychać było śmiech, kiedy kobiety i małe dzieci spadały w ramiona śmierci. Nasi ludzie dopływali do łodzi błagając o litość. Ale żeglarze wyłamywali im ręce, więc tonęli. Woda zrobiła się czerwona. Nasz przodek George Briggs pracował w pobliżu z synem Johnem i gdy zobaczył co się dzieje, dotarł ze statkiem wielorybniczym, wyłowił Louisę i innych dobrych pływaków z wody. Następnie skierował łódź na wybrzeża kontynentalnej Australii, bez zatrzymywania się. Dotarli do stanu Victoria. I to jest właśnie historia, mojej strony naszej rodziny, która zaczęła się ponownie tutaj, poprzez babcię Louisę i dziadka Johna i ich córkę Polly”.

      Nieco dalej w książce przeczytałam o pewnej białej bohaterce Aborygenów:

       

      W tym czasie pewna starsza pani, chrześcijanka, bardzo pomagała nam, Aborygenom, w rozmaitych problemach. Nazywała się Helen Baillie, ale zawsze nazywaliśmy ją panną Baillie. Była pielęgniarką z dobrze sytuowanej rodziny, kiedyś rolników, która poświęciła swoje życie pomocy Aborygenom w każdy możliwy sposób. Nie sądzę, że jej rodzina naprawdę to akceptowała. Opłacała nam prawników z własnej emerytury, jeśli wpadaliśmy w kłopoty z prawem. Jeśli czarne dzieci były chore, zabierała je do szpitala. Nawet została delegatem do konwentu rządu w Canberze, walcząc o lepsze warunki dla Aborygenów. Była dla nas czarnych chłopaków bohaterką. Kochała wszystkich. Panna Baillie kupiła w 1940 r. wielki, stary dom na Punt Road w South Yarra. Pamiętam, że było to pod numerem 462, na szczycie wzgórza, w pobliżu drogi Toorak. Otworzyła go dla Aborygenów i witała wszystkich w potrzebie. Był to piękny, stary dom, zbudowany z szarego kamienia, z różami rosnących po jednej jego stronie. W ogrodzie było dużo owocowych drzew, więc niektórzy z nas leżeli pod drzewami moreli i zajadali owoce. Wielu Aborygenów żyło tam razem z nią, ale także i białych, którzy potrzebowali pomocy. Wiele z nich było pijanych, ale ona ich akceptowała i była miła dla wszystkich. Miała częste odwiedziny policji, walącej do jej drzwi, bo sąsiedzi skarżyli się na pijanych i hałas. Pewnie dlatego musiała sprzedać dom w 1950 r. (...)”

      Jeszcze jedna wypowiedź narratora książki Banjo Clarke’a, którą gorąco polecam zainteresowanym Aborygenami:

      Od czasu do czasu mogę pożyczać węże, biorę więc kosz zrobiony dla Ruth i zabieram je z innymi artefaktami do lokalnych szkół. Rozmawiam z małymi dziećmi, poszerzając ich wiedzę na temat kultury Aborygenów. Czasami przychodzi ze mną mój syn Lenny. Rodzice tych dzieci nie mieli większych szans, by nas zrozumieć, wszyscy uczyli ich demoralizujących historii o Aborygenach. Białe dzieci kiedyś uczono patrzeć na Aborygenów jak na ludzi nic nie wartych. Wpajano im, że Aborygeni są leniwymi złodziejami. Wszystkie najgorsze rzeczy można było o nas powiedzieć i zakodować w umysłach białych ludzi. To rozpoczęło się od pierwszych dni, kiedy biali zabrali aborygeńską ziemię pod hodowlę owiec i bydła i uznali za swoje wszystkie łąki i bushland. Mówili, że Aborygeni są leniwi, bo nigdy nie mieli gospodarstw. Ale Aborygeni mieli inne rzeczy. Wiedzieliśmy, jak złapać w sidła nasze jedzenie - ryby i jak traktować ziemię, nie niszcząc jej. Wszystko było dla nas święte. Patrzyliśmy na ziemię jak na naszą matkę, która wiedziała, jak zadbać o nas, a my wiedzieliśmy, jak dbać o nią. Nigdy nie robiliśmy wiele szkód, ponieważ wiedzieliśmy, że jeśli zaboli to ziemię, to ona zachoruje i umrze jak matka. I nie będzie już dostarczać ludziom pożywienia (...)”.

      "Nie jesteśmy wściekli na nich. Jesteśmy po prostu smutni. Nie winię białych mężczyzn za ich barbarzyńskie traktowanie nas. Biali przybyli do tego kraju w łańcuchach i byli traktowani jak zwierzęta - w jaki więc sposób mogliśmy się spodziewać, że nie będą zachowywać się jak zwierzęta? Biali przybyli tutaj z ciasnych przestrzeni życiowych i zobaczyli całą tę przestrzeń i całą tę ziemię. To doprowadziło ich do szaleństwa! Banjo i wielu jego ludzi traktowała chciwość zawsze jako formę szaleństwa. Jak można mieć pretensje, jak można być złym, jeśli przytrafiło się to rdzennej ludności na całym świecie? Oczywiście, że nie powinno mieć miejsca i wiele osób cieszących się dużym autorytetem mówi, że to się nigdy nie wydarzyło. Ale to się wydarzyło. Nasza starszyzna była bardzo dokładna w opowiadaniu nam co się stało już od pierwszych dni, kiedy biali ludzie tutaj przybyli: nasi ludzie zostali zamknięci w misjach i nie wolno im było ich opuszczać, a rozdawano tak mało jedzenia, że głodowali i umierali od zwykłej grypy i odry i tego typu chorób. Inni zostałi umieszczeni na małych wyspach z dala od swojej ojczyzny i marli ze złamanymi sercami, patrząc poprzez wodę na swoje rodzinne miejsca. Zwłaszcza wokół Tasmanii - na Bruny Island. Wywożono ich na wyspy, aby powymierali. - Gdy wszyscy Aborygeni wymrą, nie będzie więcej problemów z Aborygenami. Zaoszczędzimy tysiące funtów pieniędzy rządowych – mawiali biali ludzie”.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agatwaustralii
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 lutego 2015 09:00

Tagi

Kanał informacyjny